Samorządy potrzebują gruntownej edukacji kolejowej
marzec 26th, 2009Choć od blisko 10 lat, zajmuje się zagadnieniami transportu kolejowego na styku przewoźnik-samorząd, to wciąż przeraża mnie niewiedza a czasem wręcz nieprzeciętna odporność by nie powiedzieć dosadniej „tępota” niektórych przedstawicieli samorządów lokalnych – zwłaszcza szczebla gminnego i powiatowego w kontekście przyswajania przez nich wiedzy o zrównoważonym rozwoju transportu i kosztach zewnętrznych.
Czasem się zastanawiam czy przypadkiem Ministerstwo Infrastruktury lub Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji lub może Sejmowa Komisja Infrastruktury, nie powinny wystąpić z inicjatywą ustawodawczą i nie wprowadzić obligatoryjnego certyfikatu kompetencji zawodowych dla pracowników samorządowych związanych z kształtowaniem i realizowaniem polityki transportowej w gminach oraz powiatach. Celowo pomijam tu szczebel samorządów wojewódzkich bo jak pokazuj ostatnie lat ta grupa urzędników bardzo znacząco poszerzyła swe horyzonty w zakresie wiedzy kolejowej i całościowego patrzenia na transport, co skutkuje coraz lepszymi decyzjami i preferowaniem kolei w wielu połączeniach jako ekologicznego środka transportu.
Niestety w wielu gminach, powiatach pojęcia takie jak „polityka transportowa”, „strategia transportowa”, „zrównoważony rozwój transportu”, „koszty zewnętrzne” są pojęciami zupełnie obcymi i kompletnie nieprzyswajalnymi.
O tym czy władze gminy, powiatu, radni oraz sami urzędnicy mają jakiekolwiek pojęcie na temat powyższych haseł, informują nas zapisy w strategiach i programach rozwojowych samorządów dotyczących rozwoju, wspierania lub rewitalizacji innych niż tylko drogowy systemów transportu – głownie w zakresie transportu kolejowego. Z oczywistych względów moje zarzuty nie dotyczą gmin i powiatów które nie posiadają istniejących linii kolejowych. Często jednak ta „niewiedza” wynika z powiązań personalnych lub wręcz kapitałowych z drobnymi przewoźnikami autobusowymi którym z czystej dobroci trzeba przecież wesprzeć znajomych i wyeliminować niepotrzebną konkurencję czyli kolej.
Przerażające jest jednak to że zazwyczaj małe gminy, gdzieś na prowincji lub ścianie wschodniej, tak jak np. Hajnówka, mają znacznie bardziej rozwinięte poczucie świadomości ekologicznej i walczą o uratowanie skrawków linii kolejowych niż duże, stosunkowo bogate powiaty, gminy o dobrze rozwiniętych systemach transportu szynowego. Częstokroć to właśnie te obszary które , mających niejednokrotnie ogromny potencjał przewozowy, kompletnie odwracają się od kolei, nie zamieszczając w swych strategiach i planach rozwojowych ani jednej linijki sugerującej jakakolwiek chęć integracji transportu, komunikacji z transportem kolejowym. Zazwyczaj w tych gminach i powiatach panuje przekonanie iż kolej i autobusy, oraz komunikacja indywidualna powinna podlegać wolnemu rynkowi. Dla czego od razu nasuwa mi się skojarzenie iż twórcy tych tez mają jakieś profity z takiego a nie innego „kształtowania” strategii rozwoju regionu?
Tylko że ci „mędrcy” zapominają iż właśnie za sprawą tej niepohamowanej wolności rynkowej w każdej dziedzinie naszego życia, mamy w Polsce kryzys!
Transport publiczny w tym szczególnie kolej i regionalne przewozy autobusowe wymagają czym prędzej wprowadzenia jasnych, czytelnych i odpornych na „głupotę ekologiczną urzędników” zasad regulujących funkcjonowanie tego rynku.
Nie może być tak ze jednocześnie z pieniędzy podatnika – czyli nas wszystkich urzędy marszałkowskie z trudem finansują uruchamianie pociągów a w tym samym czasie urzędnicy gminni i powiatowi bez żadnego opamiętania wydają zgody na uruchomienie równoległych do kolei połączeń autobusowych i busowych. Takie działania powinny być prawnie zakazane a zapisy odpowiednich strategii i palantów transportowych opracowywanych przez ekspertów powinny nawet bezmyślnym urzędnikom uniemożliwiać wydawanie zezwoleń na komunikację autobusowa wzdłuż czynnych linii kolejowych.
Cóż może doczekamy się takich rozwiązań w przygotowywanej od dłuższego czasu przez Ministerstwo Infrastruktury ustawie o publicznym transporcie zbiorowym.
Póki co pozostaje nam mieć nadzieję iż ktoś kiedyś wpadnie na zbawienny dla naszego kraju pomysł i choćby ze środków unijnych, przeprowadzi jakieś obowiązkowe szkolenia dla samorządowców z zagadnień zrównoważonego rozwoju transportu.
Może wówczas „kaganek oświaty transportowej” oświeci ich umysły i sprawi iż zacznie nam się w kraju żyć lepiej, bezpieczniej i co ciekawe taniej!
Ostatecznie pozostaje nam wymienić przy najbliższej okazji ekipy naszych „przedstawicieli” we władzach miejskich i regionalnych licząc na to ze nowi będą wiedzieli co to są „koszty zewnętrzne transportu” i nie będą na nas – czyli społeczeństwo przerzucać kosztów swoich błędnych decyzji spowodowanych brakiem wiedzy o zrównoważonym rozwoju transportu.